Ogień zapewnił człowiekowi światło i ciepło. W nocy chronił go przed napaścią drapieżnych zwierząt. Płonąca głownia stała się bardzo skuteczną bronią podczas łowów. Ogień umożliwił też pieczenie, a z czasem również gotowanie pożywienia. Przyczyniło się to poważnie do rozszerzenia i urozmaicenia menu naszych praprzodków, znacznie ułatwiając im proces trawienia pokarmu. Niektórzy badacze przypuszczają nawet, że owe zmiany w jadłospisie korzystnie wpłynęły na dalszy rozwój człowieka, a zwłaszcza jego mózgu. Chociaż człowiek nauczył się posługiwać ogniem, zapewne długo jeszcze nie umiał go rozniecać. Początkowo poprzestawał na nieustannym podtrzymywaniu ognia uzyskanego z naturalnego źródła. Było to zajęcie niezwykle odpowiedzialne, bowiem zaniedbanie go pozbawiało gromadę ludzką dobroczynnego ognia na czas nieokreślony — przecież naturalny ogień spotyka się niezmiernie rzadko. Można było też uzyskać ogień od innej gromady ludzkiej lub choćby go wykraść — ogień bywał z pewnością nieraz powodem zatargów, a nawet walk. Z owych to czasów wywodzi się wiele starożytnych zwyczajów związanych z czuwaniem nad ogniskiem domowym oraz świętym ogniem nieustannie płonącym na ołtarzach niektórych świątyń, którego zwykle strzegły kapłanki (np. rzymskie westalki). Dalekim echem tego okresu są takie porzekadła ludowe, jak np. „wpaść jak po ogień". Nie wiemy, kiedy nauczono się rozniecać ogień. Przypuszcza się jednak, że umiejętność ta liczy sobie około 100 tysięcy lat. Niewykluczone, że zawdzięczamy ją człowiekowi neander-talskiemu. Być może po raz pierwszy skrzesa-no go przypadkowo podczas obróbki krzemienia albo pirytu. Nieliczne społeczności, które przetrwały do dziś na poziomie rozwoju odpowiadającym epoce kamiennej, rozniecają ogień na wiele rozmaitych sposobów. Spośród nich jedynie Andamanie, zamieszkujący wyspy An-damany na Oceanie Indyjskim w pobliżu wybrzeży Birmy, nie umieją rozniecać ognia. Uczeni przypuszczają jednak, że najprawdopodobniej posiadali oni niegdyś tę umiejętność, tylko ją zatracili.