Wedle greckiego mitu pewien gigant imieniem Prometeusz, wykradł bogom ogień i uszczęśliwił nim ludzkość. Nawiasem mówiąc, został ponoć za to srodze ukarany. Wydaje się, że w legendzie tej tkwią ziarna prawdy. Zastanówmy się bowiem, jakiego pochodzenia bywał ogień, z którym nasi pradawni przodkowie mogli, od czasu do czasu, stykać się w otaczającej ich przyrodzie. Naturalnymi źródłami ognia mogły być: uderzenie pioruna, wybuch wulkanu, upadek meteorytu, wreszcie samoistny pożar lasu lub stepu w wyniku długotrwałej suszy. Wszystkie te zjawiska były na tyle efektowne i budzące grozę, że najprawdopodobniej w umysłach praludzi musiały się kojarzyć z gniewem jakichś potężnych, nadprzyrodzonych mocy. Jest zatem wysoce prawdopodobne, iż naturalny ogień, napotykany przez naszych praprzodków, był, w ich mniemaniu, pochodzenia" boskiego.
Zagadnienie opanowania przez ludzkość ognia było przedmiotem dociekań już w starożytności. Poeta rzymski z If wieku p.n.e., Lukrecjusz, w dość niezwykły dla nas sposób tłumaczy przyczyny pożarów lasu: ... na wysokich (...) górach nieraz się wydarza, że sąsiednie szczyty wyniosłych drzew trą się pod naciskiem potężnych wichrów z południa tak długo o siebie, aż nagle zabłysną kwieciem ognia (...). A
tylko mnogie ziarna żaru, i te, zrzeszywszy się z sobą skutkiem tarcia, wzniecają w lasach pożary. Gdyby bowiem gotowy płomień czaił się po lasach, to ognie nie mogłyby się ani na chwilę zataić, lecz zniszczyłyby wszystkie lasy i spaliły drzewa...
A niemal współczesny mu inżynier rzymski Witruwiusz podaje, być może w oparciu o wywody Lukrecjusza, taką oto wersję opanowania ognia: W pierwotnych czasach ludzie rodzili się jak zwierzęta w lasach, jaskiniach i gajach i pędzili życie żywiąc się surowym pokarmem. Pewnego razu w miejscu gęsto zalesionym drzewa miotane burzami i wichrem, trąc gałęzie jedną o drugą, zapaliły się, a ludzie znajdujący się w pobliżu, przerażeni płomieniem, uciekli. Lecz kiedy się wszystko uciszyło, podeszli bliżej i, doznając miłego uczucia fizycznego pod wpływem ciepła, zaczęli dorzucać drew do ognia i starali się go utrzymać. Sprowadzili innych i wskazywali im na migi korzyści, jakie można z tego osiągnąć... Oczywiście, w rzeczywistości opanowanie ognia było zapewne procesem długotrwałym i dokonywało się stopniowo. Najpierw zaobserwowano, że ów przerażający żywioł, niszczący wszystko, co napotyka na swej drodze, w pewnych okolicznościach wykazuje interesujące zalety.